Okiem Taty

Opinie

Strasznie trudno to opisać. Poród mojej Córeczki był dla mnie czymś niezwykłym, unikalnym, bardzo rodzinnym, przeżywanym „razem”, a jednocześnie też czymś bardzo moim, prywatnym.

Nie wyobrażałem sobie, że mogłoby mnie przy porodzie nie być. Bo gdzie ma być ojciec w najważniejszym i (też) dość niebezpiecznym momencie życia dziecka? I gdzie ma być facet w czasie, gdy potrzebuje go kobieta/żona? Trzeba być na miejscu i zrobić, co tylko jest możliwe, żeby sprawy poszły dobrze – tak to sobie wyobrażałem.

Druga sprawa to więź z dzieckiem. Byłem i jestem przekonany, że ojcem tak naprawdę człowiek nie staje się na mocy faktu spłodzenia dziecka, ale dzieje się to poprzez tworzenie z dzieckiem swoistej więzi (z nikim innym dziecko takiej więzi nie będzie miało). Wiele osób sądzi, że to matka jest najważniejsza, ale moim zdaniem się mylą – relacje z matką i z ojcem są po prostu inne, ale tak samo mocne i tak samo ważne dla dziecka. Tworzenie więzi zaczyna się już w trakcie ciąży, a poród jest w całym procesie jej powstawania super ważnym momentem. Moim zdaniem warto w nim uczestniczyć nie tylko dlatego, że jest to dobre dla dziecka, ale przede wszystkim we własnym, ojcowskim interesie. To się po prostu opłaca, jak dobra inwestycja, bo żeby móc dziecko rozumieć trzeba po prostu z nim być (nie da się tego nauczyć z książek czy od innych ludzi), a najlepszym momentem na dobry początek jest poród.

Generalnie miałem poczucie, że jestem dobrze przygotowany do uczestnictwa w porodzie, jednak kilka rzeczy mnie zaskoczyło. Po pierwsze, nie sądziłem, że będę tak bardzo potrzebny. Jeszcze przed szkołą rodzenia myślałem, że rola osoby towarzyszącej sprowadza się głównie do trzymania za rękę 🙂 „Koala” wyprowadziła mnie z tego błędu i to się potwierdziło w praktyce. Przez kilkanaście godzin od momentu, gdy poród faktycznie się zaczął do momentu wyjścia z domu, nie zdążyłem nawet wziąć prysznica. Jest mnóstwo bardzo konkretnych rzeczy, które można robić: masaże dłońmi i piłką „z jeżykiem”, chwyty, które pomagają złagodzić ból w trakcie skurczu, wspomaganie w pozycjach pionowych, trzymanie chusty odciążającej brzuch itd. itd. Naprawdę można się przydać.

Po drugie, wydawało mi się, że poród ma dość uporządkowany przebieg: skurcze nasilają się, zwiększa się częstotliwość… Znowu – nie sprawdziło się, bo w naszym przypadku przebieg akcji porodowej był kapryśny, wręcz chaotyczny – raz się rozkręcała, raz słabła. Trzeba było zachować spokój i być przygotowanym na różne zwroty akcji.

Po trzecie, nie myślałem wcześniej, że to aż tak bardzo emocjonalne przeżycie. Bez żadnej przesady: trudno byłoby mi wskazać inny moment, który przeżyłem podobnie intensywnie. Nie chodzi o to, że człowiek nie jest w stanie logicznie myśleć albo mówi coś głupiego, bo takich rzeczy nie doświadczyłem. To nie była tylko adrenalina. W całym tym zamieszaniu uruchamia się albo otwiera jakiś dodatkowy poziom czy wymiar, coś co trudno nazwać lub opisać, ale jest niesamowite i przejmujące. Super było to przeżyć.

S.

Inne opinie